Aktualności
Sentymentalnie
Festyn w toruńskiej "Samochodówce" to nie tylko prezentacje, występy i konkursy. Dla niektórych to powrót do przeszłości.
Dni Otwarte w Zespole Szkół Samochodowych im. gen. Józefa Bema w Toruniu zawsze należały do wyjątkowych. Nie inaczej było w tym roku, kiedy to na szkolne boisko podjechały najnowsze Skody, Seaty, a nawet luksusowe Mercedesy. W motoryzacyjnym programie znalazła się także prezentacja Toyoty Prius - najbardziej znanego na świecie samochodu z napędem hybrydowym. To właśnie biały "elektrowóz" cieszył się największym zainteresowaniem uczestników festynu, a kolejki chętnych ustawiały się na placu w oczekiwaniu na jazdę próbną.
Rodzinny festyn w "Samochodówce" obfitował w liczne konkursy i zabawy. Na okazałej scenie, oprócz muzycznych występów szkolnej Orkiestry Dętej, losowano m.in.: pamiątkowe gadżety ufundowane przez toruńskie salony samochodowe. Była również okazja do sprawdzenia swojej wiedzy z zakresu przepisów ruchu drogowego oraz znajomości historii jednej z lokalnych firm motoryzacyjnych. Ciekawostką, mocno elektryzującą przybyłych widzów, były pokazy sztuk walki i samoobrony w wykonaniu klubu Krav Maga. Ze sporym zaciekawieniem przyglądali się temu również sami panowie policjanci.
Na boisku "Samochodówki" zaprezentowali się także sympatycy samochodów marki Opel Vectra oraz pasjonaci jednośladów. Szczególnie ciekawie wyglądało stoisko Wojciecha Wollmanna, na co dzień nauczyciela tejże szkoły, a po godzinach trenera i serwisanta toruńskich kartingowców z KARO BHZ Racing. Najmłodsi uczestnicy festynu bardzo chętnie przymierzali się do popularnych "wózków", na których swoją przygodę ze sportem motorowym zaczynał sam Robert Kubica. Teraz młodzi mieszkańcy Torunia również mają szansę i możliwość pójścia w ślady słynnego kierowcy F1, dzięki zajęciom prowadzonym przez pana Wollmanna.
Dla niektórych sobotni festyn był okazją do sentymentalnej podróży w czasie. Marek Majewski, dzisiaj doradca serwisowy w toruńskiej Toyocie, kiedyś czekał na pierwszy dzwonek rozpoczynający jego naukę w "Samochodówce". Swoją edukację zaczynał w 1999 roku, kiedy to szkołą zarządzał pan Różalski.
- To człowiek legenda, zna go chyba każdy - wspomina popularny "Majeś". - Był już nauczycielem mojego taty, później został dyrektorem szkoły, w której miałem przyjemność się uczyć. Udział w tym festynie to dla mnie ogromne przeżycie, niezwykle miłe. Cieszę się, że pamiętają mnie nauczyciele, choć jak mówi moja pani od "wuefu" - za jej kadencji miałem mniejszy "brzuszek".
Mimo upływu lat, dobry klimat w szkole pozostał.
- Spotkałem dzisiaj panią Małgorzatę Litkowską, który uczyła mnie języka niemieckiego i była jednocześnie naszą wychowaczynią. Był też pan Mirosław Hejka, których za moich czasów uczył przedmiotu "Podwozia", a teraz pełni funkcję dyrektora "Samochodówki". Miło było spotkać także pana Filara mojego "wuefistę". To naprawdę niezwykłe uczucie.
Marek Majewski uczęszczał do klasy o specjalności "mechanika i budowa pojazdów samochodowych". Pięcioletnia nauka uczyniła go "technikiem samochodowym". Jego pierwszą pracą był etat na stanowisku mechanika samochodowego w autoryzowanym serwisie Mitsubishi. To również tam, nieco wcześniej, podczas szkolnych praktyk zdobywał pierwsze szlify w tym zawodzie. Po trzech latach przeniósł się do serwisu Toyoty, marki która dynamicznie zdobywała polski rynek i była numerem jeden w statystykach sprzedaży. Toyota to również producent innowacyjnych rozwiązań w zakresie techniki samochodowej. To niezwykle ciekawe wyzwanie Marek podjął bez chwili wahania. Dzisiaj, niemal jak w amerykańskim filmie, zamienił czerwony kombinezon mechanika na elegancki garnitur doradcy serwisowego. Nauczyciele mogą być z niego dumni.
Dla Marka Majewskiego lata spędzone w toruńskiej "Samochodówce" to nie tylko książki i warsztaty. "Majeś" był również dziennikarzem szkolnego wydawnictwa "Klakson".
- Bardzo lubiłem przeprowadzać wywiady z nauczycielami - wspomina Marek. - Miałem też okazję dzielić się swoimi spostrzeżeniami i artykułami na antenie szkolnego radiowęzła. Dostałem nawet nagrodę od pani Niezgódki, która w tamtym czasie prowadziła gazetkę. Dzisiaj wszyscy mnie jeszcze pamiętają, a szczególnie mój "śmiech" - od razu wiedzą, że to "Majeś" - dodaje na koniec z charakterystycznym uśmiechem.
Galeria
![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
![]() | ![]() | ![]() |